Czy trading, inwestowanie jest dla każdego?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Zacznijmy może od zdefiniowania czym jest w ogóle inwestowanie czy trading. Inwestycja to świadoma rezygnacja z przeznaczenia środków na konsumpcję i zakup aktywów, które w przyszłości zwiększą swoją wartość. Jest to pojęcie bardziej ogólne i tyczy się nie tylko papierów wartościowych ale i nieruchomości czy nawet dzieł sztuki. Trading natomiast to bardziej dynamiczny handel, stricte na rynkach finansowych z zazwyczaj krótszym horyzontem czasowym. Na potrzeby niniejszego artykułu będę stosował te dwa sformułowania jako zamienne i dotyczyć będą, mówiąc kolokwialnie „grania na giełdzie”.

Kuszący marketing

Zdecydowałem się na poruszenie tego tematu, gdyż wiele osób nie ma zielonego pojęcia czym jest handel na giełdzie. Znajomi pytają, twierdzą że to hazard. Niektórzy nawet zainteresowali się tematem i zaczęli szukać w sieci informacji pod hasłem „jak zarabiać na giełdzie”. I na co trafili? Na wiele stron, wpisów na blogach i komentarzy gdzie można przeczytać że trading jest dla każdego, że nie musisz nic wiedzieć, że jest prosty. Wpłać tylko jakiś depozyt i za chwil kilka staniesz się milionerem. Damy Ci wszystko, super profesjonalnie wyglądająca platformę, dostaniesz nawet e-booka jak czytać wykresy. Kończy się to zazwyczaj tak samo, mimo że nikt nie chce się przyznać, cały wpłacony depozyt po jakimś czasie znika.

Dlaczego tak się dzieje? Bo mamy do czynienia z klasycznym konfliktem interesów głównie na rynku walutowym, czyli forex. Wielu brokerów czyli pośredników u których zakładasz rachunki maklerskie, jest nastawionych na Twoją stratę. Jeśli przeciętny nowicjusz wpisuję się w zasadę 90/90/90 czyli 90% osób które straci 90% swojego kapitału w 90 dni, to jest to idealna okazja na zarobek dla takiego pośrednika. Trzeba w takim układzie dbać o ciągły przypływ kolejnych nowicjuszy. Najprostszym sposobem jest właśnie kuszenie nowego narybku wizją bogactwa, poczuciem elitarności i ekscytacji. Oczywiście nie wszyscy brokerzy tak działają, ale takie praktyki są na porządku dziennym. Właśnie dlatego dostajesz za darmo ekstra platformę do handlu, której stworzenie kosztowało niemałe pieniądze. Dlatego promuje się bezpłatne szkolenia i zachęca aby od razu wpłacać środki na rachunek i natychmiast zacząć „grać”. Chyba nie chcesz aby uciekła Ci okazja?

Mało tego. Niektórzy perfidni pośrednicy płacą popularniejszym blogerom czy youtuberom (głównie w USA) aby promowały wystawny, sexy styl życia. Jakich to kwot nie dorobiły się na tradingu i co najlepsze, jakie to wszystko było proste. Ale przecież na wideo gość wkłada pliki po 100$ z plecaka do bagażnika swojego Lamborghini, na które nota bene zarobił również na rynku. Sztuczny milion dolarów w 100$ banknotach można łatwo kupić w sieci, kosztuje około 400$. Nie do wiary? Spróbuj wpisać hasło „prop money” w wyszukiwarkę.

Rozkład zarabiających i tracących klientów

W ubiegłym roku pojawiły się regulacje ESMA czyli europejskiego odpowiednika naszego KNF, nakazujące aby brokerzy prezentowali statystyki odnośnie tego ilu klientów zarabia a ilu traci. Skoro średnio 80% wszystkich brokerów traci, to dlaczego Ty poświęcając jeden wieczór miałbyś znaleźć się w tych wygrywających 20%?

Zatem pierwsza lekcja. Nie daj się zwieść. Trading czy inwestowanie nie są proste, nie przyniosą szybkich zysków i nie pomoże Ci w tym szybki kurs analizy technicznej z webinarium, które obejrzysz w sobotni wieczór. Bądź świadomy. Legendarny inwestor Warren Buffet mówi tak:

Co robię kiedy ktoś oferuje mi szybkie zyski?
Szybko mu odmawiam.

Warren Buffet

Ciężki fach

Czy giełda to hazard? Nie, pod warunkiem że wiesz co robisz. Czy jest w takim razie możliwe aby w ogóle regularnie zarabiać na giełdzie? Oczywiście, ale trzeba mieć świadomość że jest to ciężka, trudna praca. W zasadzie to niekończący się proces samodoskonalenia. Czy najlepsi lekarze, biznesmeni czy sportowcy, odnieśli sukces z dnia na dzień bez wysiłku i zaangażowania? Nie. Tutaj jest dokładnie tak samo. Nie da się przejść na skróty przez proces jakim jest zdobywanie wiedzy i doświadczenia. I nie jest to miesiąc czy pół roku. To znacznie więcej. Chcąc zostać prawnikiem czy lekarzem trzeba zaliczyć lata edukacji.

Aby zostać dobrym traderem czy inwestorem niekoniecznie trzeba kończyć studia, ale wiedza dotycząca mechanizmów rynkowych, działania giełdy, wyceny spółek czy sytuacji makroekonomicznej jest bardzo istotna. Sama edukacja również nie wystarczy. Później trzeba jeszcze umieć zderzyć ją z praktyką, co może być jeszcze trudniejsze. Nawet w środowisku profesjonalistów były osoby niesamowicie inteligentne i wykształcone kierunkowo, z wieloma certyfikatami rynkowymi jak CFA, CAIA czy FRM. I co? Nie potrafili tego przełożyć na praktykę i albo sami odeszli albo musieli odejść. Gdyby rynki działały w 100% w oparciu o matematykę to milionerami byłyby osoby z doktoratami z fizyki czy matematyki i zdolnościami programistycznymi. A doskonale wiemy że tak nie jest. Dobrym przykładem może być tutaj fundusz hedginowy Long Term Capital Management który zaliczył upadek po 5 latach działalności, w 1998 roku. Przypomnę że tworzyli go nobliści, m.in. twórca modelu wyceni opcji Myron Scholes.

Czego jeszcze potrzeba?

Jak w każdej dziedzinie naukowej czy sportowej, tak i tutaj szanse na sukces zwiększają pewne predyspozycje. Przede wszystkim największą szansę przetrwania mają pasjonaci. Jeśli praca jest pasją, to przestaje być pracą. Łatwiej wtedy radzić sobie z przeciwnościami losu, które na pewno będą nas regularnie spotykać na inwestorskiej drodze. Bardzo istotna w mojej opinii jest też tak zwana, ciekawość świata. Jeśli wiele rzeczy Cię interesuje i nie możesz spocząć dopóki w pewnym stopniu nie zrozumiesz jakiegoś mechanizmu, to bardzo dobrze wróży. Ważne jest też opanowanie. Emocje muszą zostać na wodzy kiedy tracisz, ale także kiedy zarabiasz. Nie ma takiej możliwości, abyś zyskiwał na każdej transakcji.

Trading czy inwestowanie to gra prawdopodobieństw. Obstawiasz kilka różnych scenariuszy i w dłuższym terminie na pewno, któryś z nich nie wypali. Strata to naturalna część tego biznesu. Jeśli czujesz się niekomfortowo tracąc (oczywiście w ramach kontrolowanych limitów) lub nadmiernie skupiasz się na krótkoterminowych stratach, musisz zmienić podejście. Tutaj sport jest dobrym porównaniem. Co mówią skoczkowie przed zawodami? Czy mówią – dziś muszę wygrać? Nie, chcą oddać dwa dobre skoki. Tylko tyle. Zatem skupiają się na procesie, a nie na wyniku. Podobnie i tutaj, nie możesz fokusować się na zarabianiu samym w sobie czy jeszcze gorzej – na saldzie rachunku. Chciej zawsze wykonać jedną dobrą transakcję. Jeśli się uda, zysk będzie jej naturalną konsekwencją. No i dywersyfikacja. Nigdy nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Im więcej różnych transakcji na aktywach wzajemnie ze sobą nieskorelowanych, tym większa szansa wyjścia na plus. I nie spiesz się. To raczej maraton, a nie sprint.

Przestań być człowiekiem

Kluczowa jest też tutaj kwestia postrzegania pewnych sytuacji w kontekście zysku do ryzyka – risk/reward ratio. Ludzie ewolucyjnie nie potrafią myśleć w ten sposób. Idealnym przykładem może być sytuacja z biletem autobusowym. Przysłowiowy Kowalski jedzie świadomie autobusem bez biletu. Jeśli nie napotka kontroli, zarobi jakieś 3 zł, bo tyle kosztuje bilet. Jeśli jednak trafi na kontrolę będzie musiał zapłacić 150 zł kary. Jaki mamy stosunek zysku do ryzyka? Fatalny, ryzykujemy 150 zł aby zarobić 3 zł. Zatem, żeby odrobić stratę wynikająca z mandatu będzie musiał następnym razem przejechać 50 razy bez biletu i nie zostając przy tym złapany, aby wyjść na zero. Zatem umiejętność logicznego postrzegania możliwości zarobku w kontekście podejmowanego ryzyka jest absolutnie kluczowa. Innym psychologicznym mechanizmem który przeszkadza w inwestowaniu jest aspekt poczucia niepewności. Zagadka. Co byś wolał:

  • otrzymać 700 zł ze 100% prawdopodobieństwem,
  • otrzymać 1000 zł z 75% prawdopodobieństwem?

Wartość oczekiwana powinna Ci podpowiadać abyś wybrał tę drugą opcję. Niestety większość ludzi wybiorą pierwsza. Ludzki mózg kiedy styka się z sytuacją pozytywnego wyniku wybiera pewność. To w tradingu przekłada się na zbyt szybkie zamykanie pozycji które zarabiają. Jest to błąd, ponieważ należy trzymać takie pozycje, dosłownie ile wlezie i nawet odpowiednio do nich dokładać. Popatrzmy teraz na powyższy przykład w kontekście straty. Załóżmy że musisz zwrócić komuś pieniądze i masz do wyboru:

  • oddać 700 zł ze 100% prawdopodobieństwem,
  • oddać 1000 zł z 75% prawdopodobieństwem?

Wartość oczekiwania wskazuje, że powinieneś wybrać gwarantowane 700 zł. Jednak znów większość ludzi działa odwrotnie i w obliczu straty woli podjąć ryzyko. To w tradingu przekłada się na zbyt długie przetrzymywanie stratnych pozycji. Dlatego można powiedzieć, że aby zostać dobrym traderem musisz przestać być człowiekiem 😉

Podsumowanie

Czy zatem inwestowanie jest dla każdego? Tak, pod warunkiem że nie jesteś nastawiony na szybki zysk leżąc na leżaku i popijając drinki, a na ciężką pracę i stały rozwój. Musisz mieć też świadomość, że trading to krew, pot i łzy i zajęcie tak niewdzięczne, że ilość włożonej pracy nie zawsze jest proporcjonalna do efektów. Dlatego niektórzy mówią, że jest to sztuka. Sztuka która sprawia dużą satysfakcję, jeśli zaczyna działać. Jednak dojście do tego momentu jest bardzo trudne i wymaga setek godzin ciężkiej pracy. Jeśli posiadasz któreś z wymienionych wyżej predyspozycji, tym lepiej.

Dodaj komentarz